
foto Nitka zwana dalej Ludwikiem
I w dodatku przyjeżdżają… Podwójne hura!

Będzie mała Zosia Ludwikowa!!!
Tacie też gratulujemy:)) Trzymaj się Faza!!!

foto Nitka zwana dalej Ludwikiem
I w dodatku przyjeżdżają… Podwójne hura!

Będzie mała Zosia Ludwikowa!!!
Tacie też gratulujemy:)) Trzymaj się Faza!!!
…W Trójce mówią, że w Polsce od jutra prawdziwe lato (?!) Na wyspie jakoś powakacyjnie, odkąd dziewczyny wyjechały słońca ledwo ledwo, za to wiatr owszem, i tylko kwiaty pachną bo na przekór wszystkiemu z całych sił kwitną.
Zaba i Gawlaczka na plaży w Peel, proszę, pełne zanurzenie, raptem miesiąc temu. Teraz zamoczenie kończyn w morzu grozi odmrożeniem.
Wracajcie! Tęsknię!Bu.
A w ogóle to chcę na piwo do Poznania (i żeby był piątek:)
Nozdrzem moim ujawnił się jakiś znajomy zapach.
To Pan F powrócił z kąpieli.
Lece.
No i jednak nie będzie cudnej torby co by mogła zmieścić słonia, zakup superokazyjny skończył się zwrotem gotówki a najtańsza na ibeju kosztuje funtów 400 i w dodatku trzeba jeszcze królowej zapłacić 17% podatku, niech to szlag. Nie dla Fizi luksusy, obcasy, szminki.
Pocieszam się na tym blogu, Holly Becker ma wspaniay gust:)
Pogoda tymczasem piękna, imprezy za to coraz mniej udane, wszyscy fajni ludzie pakują walizki i wracają masowo do domu.
To idę się spakować w moją starą torebkę, zieloną w kwiatki.
Miłego poniedziałku, co nie?
Hej. Zapewne Wam wiadomo, że na Wyspach za wszystko się dziękuje i przeprasza, najczęściej wielokrotnie, nawet jeśli nie ma za co dziękować ani przepraszać. Otóż artykuł z dzisiejszego Egzaminera Wyspowego mówi o ekshibicjoniście, który na plaży w Casteltown “błysnął” na spacerującą tam parę i… przeprosił. Po czym zniknął. W domu oczywiście czekała na niego policja, bo Wyspa mała:)
Jeśli o wyspach: zapraszam na Islandię, do Yazhubala. Przeczytałam tego bloga jednego wieczora bloga zaraz po odkryciu, co za podróż:) Niesamowite zdjęcia, ekstremalne warunki. Mnóstwo ciekawych islandzkich anegdotek.
A na koniec pół samochodu sfotografowane przez moją Żabę:
Pojemność: jedna siatka tesco. Niepraktyczny!
No dobra, jestem materialistką.
Wnoszę po tym, jak bardzo (BARDZO) ta torebka poprawiła mi humor.
Juhu! Znalazłam, za przyzwoitą cenę.
Do tej torby zmieści się wszystko:)
Snufkin, Ty diabelskie nasienie:) Jesteś śliczna, przestań się mazać!
Uwielbiam bloga tego Pana. Howard umieszcza w Sartorialist fotografie, które robi codziennie przypadkowym ludziom, jego zdaniem dobrze ubranym. Kanada odpada, przeprowadzam się do Nowego Jorku:) Zaraz po tym jak wyłudzę od kogoś tę wspaniałą czerwoną torebę, haha. Wyśledziłam ją, na szczęście aukcja na ebay’u już została zakończona, bo pożarłaby pół mojej wypłaty. Ale czyż nie jest wspaniała???
fot. Purse - N - Boots
Poza tym: starzeję się, niedowiary, robią mi się zmarszczki przy oczach, tam gdzie się śmieję. Całkiem je lubię nawet.
Pan F śpi rozrzucony na łóżku i też ma zmarszczki, i włosy siwe, kocham Go.
Z torbą czy bez, jestem szczęśliwa.
Czego i Wam życzę.
Piątkowy bonus: świat z porannego autobusu:
Dzisiaj krótko. Przysnęliśmy na Twin Peaks i przespaliśmy wszystkie wieczorne sensacje, trudno. Mewa nieaktualna, na Wyspę uwzięły się wszystkie fronty atmosferyczne, wściekły żywioł, wiatr, deszcz, zimno, lato w pełni, grad mnie dzisiaj w oko puknął.

fot. Gawlaczka
Śnią mi się niestworzone historie, hulajnogi, brydżesy, pingpong.
Upojnego czwartku wszystkim!
Codziennie macham ręką przez autobusowe okna Elfom, co wysiadują przy mostku, a one trzepoczą na mnie przeźroczystymi skrzydełkami. Mijam wzgórza, zielone, żółte, brązowe, pola pełne zajęcy, nieba zachmurzone i czarne. Wszystko we mnie śpi jeszcze, szyba jest chłodna, krople deszczu rozmazują się na drodze, ciepły porankowy wiatr. Cudownie jedzie się do pracy. Chyba zwariowałam:)
Co mnie dzisiaj cieszy: wichura za oknem (w domku sucho, ciepło), Pan F mamroczący przez sen (”co się dzieje… ocean leci z nieba?”), ano leci, cała woda się do jutra wypada. Miska pełna pachnących hiszpańskim latem nektarynek, mrugające światełko, Malboro Man, krzepki staruszek - hydraulik, wspaniały człowiek, co powiedział, że jestem promykiem słońca (i czy wszyscy w moim kraju są tacy wiecznie uradowani, na co się zakrztusiłam ze śmiechu kawą) Ręka Pana F zaciskająca się bezwiednie na mojej, wiadomość na gadu od Fruzi, żółte zdjęcie Ludwika z ostatniej rozmowy przez skajpa, myśl o boskiej Karboskiej w zielonym kubraczku w Wyspowym Banku… Moja śliczna Siostra Żaba, gdzieś tam daleko, teraz taka bliska:) Ściskam Cię, Żaba, Ty nosie zadarty:)
Taki francuski sklepik mnie rozczulił, bo rozprowadza Niedoskonałości:
Ten sklep za to został Ulubionym, odkąd sprzedaje strugaczki do warzyw w kształcie Mighty Mouse, deserowe gumki do mazania (! gdybym je miała w pierwszej klasie!), hamburgerowy telefon Juno i sto pięćdziesiąt innych śmiesznych drobiazgów (plus rybie oko LOMO, które zostanie zakupione zaraz po wypłacie, kolejny aparat “na Maroko”) Juhu!
Ściskam:)
Leżeliśmy w parku, zakopani w trawie przez parę niedzielnych chwil, słońce nas grzalo, wiatr nas mroził (pesymiści przepowiadają nagly atak jesieni ale przecież lato całe przed nami dopiero, no!)
Wracamy do domu a tam piętrzą się wiklinowe koszyki, słomiane kapelusz, płócienne koszule, wszystko krzyczy LATO!
Więc nie narzekać. Cieszyć się!!!
Plus: zdjęcia z bloga Nate’a i Jaclyn sprawiają, że chcę emigrować do Kanady. Natychmiast! I mają zajebistą córeczkę:)
fot. Nate & Jaclyn (”the image is found” photo blog)
Mruczę sama do siebie uspokajające mruczando, wszystko będzie dobrze, całe lato przed nami, słoneczna terapia, całe tygodnie błękitnego nieba, ciepłego wiatru pachnącego morzem. I ryczę.
… Z pewnym opóźnieniem, ale zawsze, nadszedł pocztą prezent urodzinowy Pana F, co go fabryka tygodniami specjalnie dla Niego produkowała. Oczy Pana F coraz bardziej okrągłe przy rozpakowywaniu: bezcenne!!!
Niespodzianki:)) To idziemy grać.
Łzawe, czułe niedzielne pożegnanie, koniec siostrzanych wakacji.
To ostania wyprawa do Laxey, popołudniem, piaszczystą plażę pożarło morze, zostały słone kamienie, niemniej wygodne (nieprawdaż?)
Niezmordowane słońce przykleiło ostatnie piegi i fru. Szkoda tylko, że leniwie czas nie płynął, powoli, a pędził na łeb na szyję, wydaje się jakby spędziły tu ze trzy dni tylko. No nic, do następnych wakacji… Oby jak najszybciej:))
… A w mieście cisza, motocykliści odjechali, zmyją z siebie tygodniowy kurz wyspowy i wbją się spowrotem w pasiaste garnitury, spożycie wraca do normy.
Układamy sobie z Panem F od nowa poduchy, odzyskaliśmy swoją przestrzeń życiową i seansy TWIN PEAKS wieczorne… Ale Siostry, wolelibyśmy Wasze trajkotanie! Serio serio!
[proszę zwrócić uwagę na pana smażącego się w lewym rogu parku]
Do zobaczenia kochane mordki!!! Pieniążek wrzuciłam!
Skrót z dni ostatnich:
1. Peel w środę, cudowna pogoda, skóra obłazi (sesese, moje zboczenie jedyne, zrywanie płatami skóry obłażącego, mogę to robić godzinami, skupienie absolutne) Ach (ojej) mam jeszcze jedno małe zboczenie, muszę wąchać zużyte skarpetki.
Zdjęcie z Peel, proszę, Żaba zrobiła:

2. Czwartek, ogłoszony Dniem Bez Aparatu. Deszcz, dziewczyny poszły na zakupy. Przywlokły siaty: cekiny, dzinsy, kapelusze. Konta wyczyszczone (dobrze, że mało padało)
3. Piątek, Port Erin. W Port Erin zajmujemy się kolejno:
Konsumpcją lodów (gorąco, kac po wczorajszych harcach w Havanie, fajna muzyka, zdjęć brak, juhu!)
Włóczeniem się, podłażeniem pod górki, leżeniem w trawie, odkrywaniem nowych ścieżek:
Robieniem zdjęć pod słońce, ze słońcem, na czworakach, z profilu, z góry i z dołu:
Jak wiadomo, na zdjęciach wychodzi się korzystnie lub mniej:
Próby nawiązania kontaktu z napotkaną zwierzyną:
…No czy ta owca nie wygląda jak pies?
Więcej owiec:
Wściekła Krowa (po prawej)
Krowa melancholijna:
Krowa sympatyczna, no czy nie słodka?
Owca karmiąca (o znudzonym oku)
Znalazłyśmy też grzybki murkowe, malownicze:
Oraz malowniczo położone budki telefoniczne:
Poszukiwałyśmy cały tydzień kota bez ogona, przy czym jeden został odnaleziony w Creagnish ale okazało się, że nie ma też nogi. Żaba uznała za niehumanitarne fotografowanie kota - inwalidy, w związku z czym znów zdjęć brak.
Za to jacyś ludzie zrobili sobie piknik w The Sound:
Napisałam postagiganta, żądam komentarzy, bo się zniechęcę.
Oj, zapomniałabym, nowa fryzura (świeża, dzisiejsza):
Mam problem z samooceną ostatnio mały, więc nie pomogło, ale co tam, przynajmniej się świeci.
To ściskam.
fot. Pan F
Wczasy wczasami ale swoje pod górkę trzeba odrobić, więc dziewczyny wybrały się tramwajem do Laxey, ciągnąc ze zobą pana F bezlitośnie. Uwieczniły każdą sekundę, łatwo więc prześledzić trasę wyprawy:
Wdrapały się, posapując na najwyższy szczyt:
Obejrzały wyścig (obowiązkowy punkt programu):
Zawarły znajomość z Prosiakami…
… oraz owcami…
Następnie udały się na Promenadę (Ludwiku, czy Ty pamiętasz nasze męki na tym cholerstwie?!)
Od samego patrzenia robiło mi się miękko na żołądku…
Teraz, już w piżamach, oglądają horror. Za karę, bo nie wsiadły na najgorszą maszynę: wielkości wieżowca, rzucającą ludźmi w górę i w dół.
